niedziela, 11 listopada 2012

Patrzcie to ta nowa..


Jak to się mówi – nowa. Po raz 3 w jednym półroczu. Nigdy nie przywiązywałaś się do ludzi bo po co jak za 2 miesiące wyprowadzasz się znów do innego miasta. Masz 18 lat.  Większość czasu spędzasz przed książkami niż na spotkaniach z ludźmi jesteś typem samotniczki.
*Pierwszy dzień w szkole*
„Patrzcie to ta nowa” „ Ale ciuchy skąd ona je wytrzasnęła z lumpeksu” „co za dziwadło” takie słyszałaś szepty idąc po korytarzach. Nie zwracałaś na to uwagi choć przyznasz, że niektóre wyzwiska cię bolały, przyzwyczaiłaś się.  Lekcje mijały nawet spokojnie, 5 godzina –wf lubiłaś go a najbardziej gimnastykę byłaś bardzo dobrze rozciągnięta.  Nie wiedziałaś gdzie jest szatnia w tym celu podeszłaś do jednej z dziewczyn z twojej klasy i zapytałaś się gdzie jest szatnia. Dziewczyna pokierowała cie a ty udałaś się w tym kierunku. Szłaś ciemnymi korytarzami doszłaś do jakiś drzwi były to ostatnie drzwi na korytarzu. Niepewnie weszłaś do pomieszczenia. Był to jakiś sporych wielkości magazyn. Kiedy byłaś w środku,  mignął ci przed oczami jakiś cień, drzwi zatrzasnęły. Odwracałaś się nerwowo, strach zaczął przeszywać twoje ciało.
- Jest tu kto ? – spytałaś nie pewnie. Cisza.
- Halo ?!
Poczułaś ból tyłu głowy. Okropny ból przeszywający głowę, kark, plecy. Upadłaś na podłogę. Podniosłaś lekko głowę by sprawdzić kto cię uderzył. Zobaczyłaś 3 dziewczyny które stały nad tobą i śmiały się do tego mówiły a właściwie krzyczały że masz zostawić Lou w spokoju, że nie masz z nim flirtować , on i tak nie zwróci na ciebie uwagi. a ty zastanawiałaś o jakiego Lou im chodzi? Nie znałaś nikogo w tej szkole. Może chodziło mi o tego chłopaka, który siedział obok ciebie na matmie i co chwila pytał się ciebie jak to zadanie trzeba zrobić , tłumacząc się, że on tego nie rozumie.  Kopały się z całej siły nie zwracały uwagi gdzie zadawały cios. Nie przejmowały się tym, że uderzyły cię w brzuch, plecy, nogi, twarz. Po kilku minutach przestały i wyszły z magazynu jak gdyby nigdy nic. Leżałaś tak chwile na zimnej podłodze. Po chwili zebrałaś siły i z trudem wstałaś, poczułaś jak cos ci spływa po twarzy. Przyłożyłaś rękę do tego miejsca. Miałaś rozcięty łuk brwiowy i średnich wielkość ranę na kości policzkowej. Do tego nie mogłaś ruszać lewą ręką, każdy ruch tą ręką sprawiał ci kolejny ból. Wyszłaś z pomieszczenia podpierając się ścian, nogi odmawiały ci posłuszeństwa. Kiedy zabrakło ci sił upadłaś na ziemię, oczy miałaś załzawione, obraz był nie ostry, wszystko było zamazane. W pewnym momencie zauważyłaś zarys jakiejś postaci, po posturze mogłaś tylko zorientować się, że to chłopak. Straciłaś przytomność.
Obudziłaś się w gabinecie szkolnej pielęgniarki, leżałaś na kozetce. Obok ciebie siedział chłopak jedna ręką trzymał się za rękę, a drugą podbierał głowę, miał oczy zamknięte, chyba zasnął. Kiedy pielęgniarka zauważyła, że ocknęłaś się podeszła do ciebie i zadała ci kilka pytań, a ty ciągle nie  odwracałaś wzroku od śpiącego chłopaka, kobieta to zauważyła:
- Wspaniały chłopak nie prawdasz- uśmiechnęła się- przyniósł się tutaj, i siedzi od 3 godz. czekając aż się obudzisz. Dobrze, że Lou sobie w końcu znalazł dziewczynę.
Resztkami siłami podniosłaś się do pozycji siedzącej, zbliżyłaś się i złożyłaś delikatny pocałunek na policzku chłopaka. Wzdrygnął się i obudził, odezwał się zaspanym głosem.
- Tak mnie budzić możesz codziennie – poczym obdarował cie nieziemskim uśmiechem 
- Dziękuje – szepnęłaś
- Niema sprawy- ciągle się uśmiechał- Louis jestem ale mów mi Lou
- To  ty jesteś ten Lou przez którego zostałam pobita -  chciałaś zejść z kozetki i podparłaś się się na rękach. Znów ten ból, zachwiałaś się i upadłaś na kolana chłopaka, patrzyliście sobie w oczy dobre 5 minut, po czym cie odezwał;
- zawiozę cię do szpitala, masz chyba złamaną rękę :
-emm … no tak .. – wstałaś, on też, wyszliście z gabinetu, była przerwa, każdy patrzył na ciebie ,Lou złapał cię tali dodając odwagi, przeszliście połowę korytarza kiedy zauważyłaś trójkę dziewczyn które cie pobiły, stanęłaś jak wryta nie chciałaś iść dalej, Louis to zauważył;
-co jest?
- to one .. to one mnie pobiły, powiedziały, że mam się trzymać z dala od ciebie bo tego pożałuje
- nie przejmuj się jestem przy tobie, nic ci już nie zrobią- stanął naprzeciwko ciebie i pocałował cię namiętnie na środku korytarza, cała szkoła patrzyła na was. Po dłuższej chwili odsunął się
- zakochałem się … , zakochałem się w tobie już dziś na matmie jak tłumaczyłaś mi zadania choć i tak wiedziałem jak je rozwiązać
- oouuu… - odparłaś ze dziwieniem
- co ? .. nie jestem w twoim typie ?
- jesteś.. , nawet lepszy niż mój wymarzony typ..
- no to w czym problem ?
- tamte dziewczyny – kiwnęłaś na grupkę dziewczyn patrzących ciągle na was
- mówiłem nie przejmuj się nimi – i znów cię pocałował
Wyszliście, ze szkoły. Lou zawiózł się do szpitala, założyli ci gips na rękę, z Louis’em jesteś parą. Doskonale wam się układa, dziewczyny które cię pobiły zostały wyrzucone ze szkoły. I tak jak zawsze na dobre zakończenie żyliście razem długo i szczęśliwie. 


1 komentarz:

  1. Te laski były poryte i dobrze że zostały wywalone ze szkoły!
    Imagin super <3
    Louis mógłby mi tłumaczyć matme :D

    OdpowiedzUsuń