Jak to się mówi – nowa. Po raz 3 w jednym półroczu. Nigdy
nie przywiązywałaś się do ludzi bo po co jak za 2 miesiące wyprowadzasz się
znów do innego miasta. Masz 18 lat.
Większość czasu spędzasz przed książkami niż na spotkaniach z ludźmi
jesteś typem samotniczki.
*Pierwszy dzień w szkole*
„Patrzcie to ta nowa” „ Ale ciuchy skąd ona je wytrzasnęła z
lumpeksu” „co za dziwadło” takie słyszałaś szepty idąc po korytarzach. Nie
zwracałaś na to uwagi choć przyznasz, że niektóre wyzwiska cię bolały,
przyzwyczaiłaś się. Lekcje mijały nawet
spokojnie, 5 godzina –wf lubiłaś go a najbardziej gimnastykę byłaś bardzo
dobrze rozciągnięta. Nie wiedziałaś
gdzie jest szatnia w tym celu podeszłaś do jednej z dziewczyn z twojej klasy i
zapytałaś się gdzie jest szatnia. Dziewczyna pokierowała cie a ty udałaś się w
tym kierunku. Szłaś ciemnymi korytarzami doszłaś do jakiś drzwi były to
ostatnie drzwi na korytarzu. Niepewnie weszłaś do pomieszczenia. Był to jakiś
sporych wielkości magazyn. Kiedy byłaś w środku, mignął ci przed oczami jakiś cień, drzwi
zatrzasnęły. Odwracałaś się nerwowo, strach zaczął przeszywać twoje ciało.
- Jest tu kto ? – spytałaś nie pewnie. Cisza.
- Halo ?!
Poczułaś ból tyłu głowy. Okropny ból przeszywający głowę,
kark, plecy. Upadłaś na podłogę. Podniosłaś lekko głowę by sprawdzić kto cię
uderzył. Zobaczyłaś 3 dziewczyny które stały nad tobą i śmiały się do tego
mówiły a właściwie krzyczały że masz zostawić Lou w spokoju, że nie masz z nim
flirtować , on i tak nie zwróci na ciebie uwagi. a ty zastanawiałaś o jakiego
Lou im chodzi? Nie znałaś nikogo w tej szkole. Może chodziło mi o tego
chłopaka, który siedział obok ciebie na matmie i co chwila pytał się ciebie jak
to zadanie trzeba zrobić , tłumacząc się, że on tego nie rozumie. Kopały się z całej siły nie zwracały uwagi
gdzie zadawały cios. Nie przejmowały się tym, że uderzyły cię w brzuch, plecy,
nogi, twarz. Po kilku minutach przestały i wyszły z magazynu jak gdyby nigdy
nic. Leżałaś tak chwile na zimnej podłodze. Po chwili zebrałaś siły i z trudem
wstałaś, poczułaś jak cos ci spływa po twarzy. Przyłożyłaś rękę do tego
miejsca. Miałaś rozcięty łuk brwiowy i średnich wielkość ranę na kości
policzkowej. Do tego nie mogłaś ruszać lewą ręką, każdy ruch tą ręką sprawiał
ci kolejny ból. Wyszłaś z pomieszczenia podpierając się ścian, nogi odmawiały
ci posłuszeństwa. Kiedy zabrakło ci sił upadłaś na ziemię, oczy miałaś załzawione,
obraz był nie ostry, wszystko było zamazane. W pewnym momencie zauważyłaś zarys
jakiejś postaci, po posturze mogłaś tylko zorientować się, że to chłopak. Straciłaś
przytomność.
Obudziłaś się w gabinecie szkolnej pielęgniarki, leżałaś na
kozetce. Obok ciebie siedział chłopak jedna ręką trzymał się za rękę, a drugą
podbierał głowę, miał oczy zamknięte, chyba zasnął. Kiedy pielęgniarka
zauważyła, że ocknęłaś się podeszła do ciebie i zadała ci kilka pytań, a ty
ciągle nie odwracałaś wzroku od śpiącego
chłopaka, kobieta to zauważyła:
- Wspaniały chłopak nie prawdasz- uśmiechnęła się- przyniósł
się tutaj, i siedzi od 3 godz. czekając aż się obudzisz. Dobrze, że Lou sobie w
końcu znalazł dziewczynę.
Resztkami siłami podniosłaś się do pozycji siedzącej,
zbliżyłaś się i złożyłaś delikatny pocałunek na policzku chłopaka. Wzdrygnął się
i obudził, odezwał się zaspanym głosem.
- Tak mnie budzić możesz codziennie – poczym obdarował cie
nieziemskim uśmiechem
- Dziękuje – szepnęłaś
- Niema sprawy- ciągle się uśmiechał- Louis jestem ale mów
mi Lou
- To ty jesteś ten
Lou przez którego zostałam pobita - chciałaś
zejść z kozetki i podparłaś się się na rękach. Znów ten ból, zachwiałaś się i
upadłaś na kolana chłopaka, patrzyliście sobie w oczy dobre 5 minut, po czym
cie odezwał;
- zawiozę cię do szpitala, masz chyba złamaną rękę :
-emm … no tak .. – wstałaś, on też, wyszliście z gabinetu,
była przerwa, każdy patrzył na ciebie ,Lou złapał cię tali dodając odwagi,
przeszliście połowę korytarza kiedy zauważyłaś trójkę dziewczyn które cie
pobiły, stanęłaś jak wryta nie chciałaś iść dalej, Louis to zauważył;
-co jest?
- to one .. to one mnie pobiły, powiedziały, że mam się trzymać
z dala od ciebie bo tego pożałuje
- nie przejmuj się jestem przy tobie, nic ci już nie zrobią-
stanął naprzeciwko ciebie i pocałował cię namiętnie na środku korytarza, cała
szkoła patrzyła na was. Po dłuższej chwili odsunął się
- zakochałem się … , zakochałem się w tobie już dziś na
matmie jak tłumaczyłaś mi zadania choć i tak wiedziałem jak je rozwiązać
- oouuu… - odparłaś ze dziwieniem
- co ? .. nie jestem w twoim typie ?
- jesteś.. , nawet lepszy niż mój wymarzony typ..
- no to w czym problem ?
- tamte dziewczyny – kiwnęłaś na grupkę dziewczyn patrzących
ciągle na was
- mówiłem nie przejmuj się nimi – i znów cię pocałował
Wyszliście, ze szkoły. Lou zawiózł się do szpitala, założyli
ci gips na rękę, z Louis’em jesteś parą. Doskonale wam się układa, dziewczyny
które cię pobiły zostały wyrzucone ze szkoły. I tak jak zawsze na dobre
zakończenie żyliście razem długo i szczęśliwie.
Te laski były poryte i dobrze że zostały wywalone ze szkoły!
OdpowiedzUsuńImagin super <3
Louis mógłby mi tłumaczyć matme :D