Masz 24 lat, nazywasz się [t.i] Tomlinson twój mąż Louis ma
25. Dzisiaj pomagał ci wraz z waszą córką Julią przygotować się do świąt.
Stroiliście dom wewnątrz jak i przed domem. Louis właśnie wyszedł z Julką na
dwór przystroić dom i choinki, ulepić bałwana, śmieli się, robili aniołki w śniegu,
rzucali się śnieżkami a ty patrzyłaś na nich z uśmiechem przez kuchenne okno.
Codziennie zadawałaś sobie to samo pytanie: - Dlaczego ja? Co mam w siebie
takiego nadzwyczajnego, że taki mężczyzna jak Louis Tomlinson zwrócił na mnie
uwagę?.- Kiedy tak rozmyślałaś, Louis zauważył cię w pewnym momencie w oknie,
powiedział córce coś na uszko i obydwoje na ciebie spojrzeli przy czym machając
ręką. Odwzajemniłaś z uśmiechem po czym zawołałaś ich do domu, bałaś się, że za
długa zabawa w takim mrozie może spowodować jakąś chorobę o co jest gorszego od
25-letniego chorego faceta i 2-letniej dziewczynkę, zaśmiałaś się w duszy bo
przecież i tak z radością byś się nimi zajęła. Kiedy weszli do domu podeszłaś
do Louis’a składając na jego zimnych i spierzchniętych ustach delikatny
pocałunek, po czym zabrałaś się za rozebranie dziewczynki. W tym czasie Louis
poszedł do salonu i zaczął rozpalać ogień w kominku. Po kilkunastu minutach
usiadłaś z kubkiem gorącej herbaty na kanapie patrząc z zachwytem na swojego
męża, nim się obejrzałaś a obok ciebie siedziała już Julka z wielkim misiem
którego dostała od taty za bycie dzielną na zastrzyku przeciw ospie, zaś w
drugiej rączce trzymała dość grubą książkę z opowieściami dla dzieci na
świąteczne wieczory.
- Mama przeczyta ? spojrzała na ciebie tymi swoimi wielkimi
oczami, mogłaś zdecydowanie powiedzieć, że dziewczynka miała oczy po Louis’ie a
delikatne rysy twarzy po tobie. Była ona doskonałym potwierdzeniem waszej
głębokiej miłości idealna mieszanka kochających się na zabój dwojga ludzi. Ale
wiedziałaś, że w tobie rozwija się drugi owoc, tak byłaś w ciąży a dokładnie w
4 tygodniu nic nie powiedziałaś mężowi
postanowiłaś , że to będzie twój prezent urodzinowy i jednocześnie świąteczny,
gdyż Louis miał urodziny 24 grudnia w wigilię.
- Oczywiście skarbie- odparłaś córeczce, otworzyłaś książę i
zaczęłaś czytać opowieści. Mała słuchała ciebie uwarzenie ale przy drugiej
bajce zauważyłaś, że dziewczynce zaczynając się kleić oczka. Postanowiłaś nie
przerywać czytania.
Louis cały czas się wam przyglądał siedząc na swoim dużym
fotelu który stał naprzeciwko kanapy. Patrzył na was z taką miłością i jednocześnie
nie dowierzaniem, że takie doskonałe kobiety są jego i wyłącznie jego. Spojrzałaś
na Louis’a posyłając mu ciepły uśmiech, który zaraz odwzajemnił. Przeniosłaś
wzrok na śpiącą Julkę już chciałaś wstać i zanieść dziewczynę do łóżka gdy
Louis cie uprzedził.
- Siedź skarbie ja ją zaniosę – wstał, pocałował cię w
czoło, delikatnie wziął dziewczynkę na ręce i powędrował z nią do jej pokoju.
Położyłaś się wygodnie na kanapie i zamknęłaś oczy wsłuchując
się w strzelając iskierki ognia w kominku. Usłyszałaś kroki, lecz nie miałaś
siły podnieść powiek, poczułaś jak lekko i delikatnie ktoś podnosi twoje nogi,
siada i kładzie na swoich kolanach. Louis zaczął masować twoje stopy z każdą
chwilą jadąc ręką wyżej kostka, łydka, kolano, udo. Westchnęłaś cicho, choć i tak
wiedziałaś, że to usłyszał, otworzyłaś
oczy, usiadłaś obok swojego męża. Uśmiechał się zadziornie już
wiedziałaś jakie myśli chodzą mu po głowi. Znów jego ręka powędrowała na twoje
udo, lekko je masując nie chciałaś pozostać gorsza i też zaczęłaś dotykać jego
udo. Siedzieliście w ciszy, spoglądając na siebie co jakiś czas. Po 15 minutach
takich pieszczot chciałaś wstać , iść się umyć i spać. Kiedy wstałaś Louis
złapał cię za nadgarstek i szarpną, wylądowałaś na nim siedząc okrakiem. Ciągle
się nie odzywaliście do siebie, według was w tym momencie słowa były zbędne.
Chłopak zaczął przybliżać się do ciebie w końcu musną swoimi ustami twoje. Były
takie… takie… wyjątkowe… aż ciężko się wypowiedzieć. Zatopiłaś swoje palce we
włosach chłopaka a jego ręce odnalazły miejsce na twoje biodrach. Zaczęliście
się całować najpierw delikatne, czule ale z każdą sekundą pocałunek stawał się coraz
to bardziej zachłanny, agresywny. Nie chciałaś przerywać tej chwili ale
postanowiłaś się tej nocy z chłopakiem podroczyć. Oderwałaś się od Louis’a
spojrzał na ciebie zdezorientowany
- Coś się stało ?
- Nic skarbie- pocałowałaś go w czoło, wstałaś i
powędrowałaś jak gdyby nigdy nic do kuchni gdyż trochę zachciało ci się pić przez
zdarzenie z przed chwili. Stanęłaś przy blacie, nalewając sobie soku do
szklanki, poczułaś na swoich biodrach silne ręce, które zaraz powędrowały pod
bluzkę. Louis przyległ do ciebie całym ciałem, czułaś na karku jego ciepły
oddech który powodował falę przyjemnych dreszczy. Odstawiłaś szklankę i przymknęłaś
oczy. Chłopak odwrócił cię gwałtownie i wpił się w twoje usta. Zauważyłaś, że
stał przed tobą w samych spodniach,
chyba naprawdę mu zależało żeby tej nocy nie spać tylko zająć się nieco
głośniejszymi zabawami. Ale ty postanowiłaś, że będziesz obojętna, choć było ci
ciężko mieć przed sobą półnagiego boga i udawać, że nie masz na nic ochoty.
Odepchnęłaś go od siebie i powróciłaś do picia soku
-[t.i], co się dzieje? Nie pociągam cie już?
- Kotku nawet w starym wyciągniętym swetrze i brudnych
podartych spodniach będziesz moją największą fantazja erotyczną – uśmiechnęłaś się
do niego zawadiacko.
- To co się stało ? Od tygodnia się nie kochaliśmy.
Od tygodnia?! Pomyślałaś, ale jak to? Przecież to nie
możliwe , że ten tydzień tak szybko zleciał . Dopiero co pamiętasz jak to było
by wczoraj kiedy skamlałaś jego imię i odgłosy rozkoszy.
- Tydzień?! Niemożliwe – spojrzałaś na Lou.
- Tak tydzień jak jak nie więcej- usiadła na stołku
opuszczając głowę. – Ja ci już nie wystarczam. Tak ?
- Lou o czym ty mówisz!
- Nie zaspokajam cię, Nie jestem dość dobry dla ciebie.
- Fakt nie jesteś dość dobry- momentalnie spojrzał na ciebie
z napływającymi do oczy łzami. Kucnęłaś naprzeciw niego, wzięłaś jego twarz w
dłonie i spojrzałaś mu głęboko w oczy.
- Nie jesteś dość dobry… Jesteś najlepszy, żaden z moich
byłych nie dawał mi tyle przyjemności co ty… To co wyrabiasz ze mną w łóżku to
jest coś wyjątkowego, doskonałego ach nawet nie umiem tego określić.
- To dlaczego nie
chcesz się ze mną kochać ?
- Oczywiście, że chce tylko ostatnio straciłam jakoś
poczucie czasu wiesz praca, dom, Julka, obowiązki…
- W takim razie choć teraz, pozwól mi cie poczuć jakby był
to nasz pierwszy raz.
- Chciałabym ale jest jeden problem… ale oczywiście
pozytywny problem - uśmiechnęłaś się tajemniczo.
- Jaki?
- Miałam ci to jutro powiedzieć podczas rozpakowywania
prezentów… - przerwał ci .
- No mów wreszcie- stawał się coraz bardziej niecierpliwy.
- No wiec… - przedłużałaś
- Więc?
- Jak mi będziesz przerywał to ci na pewno nie powiem.
- Już kończę. Przepraszam – cisza
- Jestem w ciąży- cały czas zero reakcji ze strony Louis’a.
- Lou jesteś tam? – pomachałaś ręka przed oczami chłopaka.
- Będę ojcem! Zostanę tatą! Zostanę tatą drugi raz-
krzyczał.
- Lou uspokój się ! Bo obudzisz Julkę. – zaśmiałaś się
lekko.
- Ach tak. Przepraszam- mówił z wielkim uśmiechem.- Który to
miesiąc ?
- To dopiero 4 tydzień Lou.
-Kocham cie [t.i] – pocałował cię u usta.,
Godzinę później leżeliście
spokojnie w łóżku. Światło było wyłączone w pokoju panował idealny mrok, który
został lekko przerwany przez światło księżyca. Louis leżał z głową na twoich piersiach
delikatnie głaskając twój brzuch. Ty zaś bawiłaś się jego włosami.
- Christian nazwiemy go Christian- powiedział cicho
- A jak będzie to dziewczynka to co? Też nazwiesz ja
Christian?
- Nie wtedy to będzie Christina .
- Nawet ładni. Podoba mi się – uśmiechnęłaś się.
* Jakiś czas później*
Urodziłaś dziewczynkę. Jednak podczas ciąży kiedy miewałaś tak zwane “humorki ” posprzeczałaś się z mężem o to jak ma nazywać się wasze dziecko. Podczas już za awansowanej ciąży przestało ci się podobać imię Christina, nie wiesz dlaczego. Tak po prostu przestało ci się podobać i już! Udało ci się namówić Louis’a na to żeby dziewczyna nosiła imię Anna. Chciałaś tak ponieważ twoją ukochana świętej pamięci babcia nosiła owe imię. Zawsze tak chciałaś nazwać swoją córeczkę, za pierwszym razem ci się to nie udało bo ustąpiłaś swojemu wybrankowi serca wybrać imię, ale teraz postanowiłaś być nie ugięta i udało ci się to wasza druga córeczka ma na imię Anna.
* Znów jakiś czas później * Dzisiaj jest wasza rocznica. Tego dnia zaraz po wyjściu Lou z waszego domu zawiozłaś dziewczynki do dziadków. Louis wraca z pracy o 17 więc masz dużo czasu gdyż zegar dopiero wskazywał 10:05. Na początku posprzątałaś mieszkanie, kiedy już to zrobiłaś pojechałaś na szybkie zakupy. Chciałaś zrobić dla was romantyczną kolacje. Przed jego wyjściem rano do pracy poprosiłaś go o to żeby szybko wracał do domu i nikogo nie zapraszał, ponieważ często mu się to zażyło, że zabierał ze sobą Harrego albo Zayn’a na piwo i oglądali wtedy do nocy jakieś powtórki meczów które i tak już widzieli. Kiedy wróciłaś do domu cała obładowana zakupami, poukładałaś wszystko na półki lub do lodówki. Zabrałaś się za gotowanie. Chciałaś przyrządzić danie które jedliście podczas waszej pierwszej kolacji czyli pikantnego kurczaka z sosem czekoladowym i truskawkami no a potem deser. Kiedy skończyłaś gotować, nakryłaś stół białym obrusem z bladoróżowym haftem a na nim postawiłaś waszą najlepszą zastawę którą dostaliście od twoich rodziców w prezencie ślubnym. Na stole oczywiście nie mogło zabraknąć świeczek. Zakupionego wcześniej szampana wstawiłaś do lodówki. Po skończonych wszelakich czynnościach związanych z waszą kolacją. Pobiegłaś do łazienki i sama zaczęłaś się szykować miałaś mało czasu ponieważ zegar wybił 16:00. Wzięłaś szybki prysznic, wysuszyłaś włosy, umalowałaś się i ubrałaś cielistą sukienkę sięgająca ci do połowy uda. Twoja kreacja przy samej szyi miała czarny kołnierzyk do tego całego stroju dopasowałaś czarne szpilki od Louboutiniego, które dostałaś do Louisa na urodziny ale nigdy jeszcze ich nie ubrałaś ponieważ było ci ich szkoda. Kiedy schodziłaś po schodach zaczął dzwonić twój telefon, szybko podeszłaś do niego, spojrzałaś na wyświetlacz i zobaczyłaś, że to właśnie Lou dzwoni, uśmiechnęłaś się i nacisnęłaś zielona słuchawkę.
- Słucham ?
- [t.i] słoneczko moje kochane. Niall kupił niedawno nowy dom i zaprosił naszą paczkę na parapetówkę. Nie czekaj na mnie.
Momentalnie zrobiło ci się przykro, to było by pierwszy raz kiedy twój mąż zapomniał o waszej rocznicy.
- Ale Louis .. - przerwał cie
- Wołają mnie … to pa skarbie - rozłączył się
- Pa .. - powiedziałaś do telefony który dawał znać, że połączenie zostało zakończone. Odłożyłaś komórkę na blat i w tym samym momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Podeszłaś do nich , otworzyłaś je i spojrzałaś w górę na twarz ów gościa. Przed twoimi oczami ukazał się, uśmiechnięty Lou
- Louis ? .. - szepnęłaś i rzuciłaś się w jego objęcia tak , że chłopak musiał się cofnąć o krok.
- Tak ja. A ty kogo się spodziewałaś .. - pocałował cie w czoło.
- Nie nikogo.. już nie ważne. Choć do domu, obiad zrobiłam.
- Już idę jeszcze tylko zamknę samochód. Idź do domu zaraz przyjdę.- zrobiłaś tak jak kazał ci Lou . Weszłaś do domu a potem powędrowałaś do kuchni. Otworzyłaś lodówkę i wyjęłaś schłodzonego szampana. Kiedy zamknęłaś drzwi lodówki o mało co nie dostałaś zawału a butelka nie wylądował na posadzce ponieważ za drzwiami stał Louis z wielkim bukietem herbacianych róż.
- Matko Louis nie strasz mnie...- odstawiłaś szampana na blat kuchenny.
- Przepraszam .. to dla ciebie kochanie.
- Dziękuje .. - pocałowałaś go w policzek.
- Chciałem dać ci 1461 róż. Ale żadna z kwiaciarń nie chciała przyjąć mojego zamówienia.
- Dlaczego aż tyle ? - spojrzałaś na niego z podczas wkładania kwiatów do wazonu.
- Jedna róża oznaczałaby jeden dzień spędzony z tobą po ślubie. Bo przecież 365*4= 1460 i jedna jest z roku przestępnego czyli razem mamy 1461róż. No a więc jak już mówiłem nie chcieli zrealizować mojego zamówienia dodałem wszystkie liczby do siebie i wyszło mi 12 róż.
- Ojeju Louis jesteś kochany. A dlaczego dwie z nich są czerwone ?
- Bo te dwie czerwone oznaczają nasze córki.
- Kocham cie - przytuliłaś się do niego.
- Tak ja ciebie też kocham ..
- Dobra a teraz siadaj do stołu, bo będzie zimne.
-Już siadam.
Usiedliście do stołu, zjedliście kolacje w bardzo przyjemnej atmosferze, cały czas rozmawialiście, Louis co chwila cię rozśmieszał. Po skończonej kolacji, Lou poszedł do łazienki odświeżyć się. Ty zaś posprzątałaś po kolacji. Kiedy wszystko było posprzątane. Usiadłaś na sofie przed kominkiem z kieliszkiem szampana, rozkoszując się jego smakiem. Chwilę później dołączył do ciebie Louis.
- [t.i] ?
- Słucham?
- Nie mów słucham po cię wyrucham - zaśmiał się a ty razem z nim
- Śmieszne .
- Wiem bardzo ale tak na poważnie gdzie są dziewczynki ?
- U twoich rodziców
- Czyli jesteśmy sami tak? - przybliżył się do ciebie i zaczął składać delikatne pocałunki na twojej szyi.
- Tak … -szepnęłaś
- Całkiem sami ?
- Całkowicie. - Lou odstawił twój kieliszek na stolik i usadowił cie na swoich kolanach. Chłopak znajduje się niebezpiecznie blisko. Czułaś jego perfumy. Lewą dłonią przejeżdżał po twoim udzie i drugą ręką dotykał pleców. Patrzył prosto w twoje oczy, a ty znowu straciłaś nad wszystkim kontrolę tak jak pierwszy raz cztery lata temu.
- Dlaczego to robisz ? - wyszeptał
- Ale co robię ? - Znów zaczęłaś przygryzać wargę.
- Wiesz jak to na mnie działa kiedy to robisz.
- Przepraszam - szepnęłaś cichutko do jego ucha przgryzając lekko jego płatek.Przybliżył się i delikatnie ucałował cię w usta, ssąc dolną wargę.
- Chcę gryźć tę wargę. - zamruczał w twoje usta i ostrożnie przygryzł ją zębami. Jęknęłaś a on się uśmiechnął.
- Proszę, [t.i]. Pozwól mi się z tobą kochać.
- Dobrze. - szepnęłaś, a on uśmiechnął się triumfalnie. Chwyta cię za rękę i poprowadził przez mieszkanie do sypialni. Popatrzył w twoje oczy.
Moim zdaniem nie musisz pisać następnej części ^^
OdpowiedzUsuńnapisz drugą część ;)
OdpowiedzUsuńno to jest 1:1. Pisać drugą część czy zostawić tak jak jest ?
OdpowiedzUsuńJasne , ze pisac! Mam nadzieje ,ze nie za pozno ale dawno tu nie wchodzilam :) Rozdzial super :*
OdpowiedzUsuń